Hosting zapewnia    Jan Pogocki – homepage

Carl Barks – Prawdziwy ojciec kaczek

Carl Barks (przez fanów nazywany Duckmanem, wujkiem Carlem i prawdziwym ojcem kaczek) uznawany jest za jednego z najwybitniejszych twórców komiksowych dwudziestego wieku.

Jego charyzmatyczna osobowość, ukryta w skromności, wywarła olbrzymi wpływ nie tylko na rozwój komiksu disneyowskiego, ale także ogólnie pojętej sztuki komiksowej. Porywające opowieści, które stworzył na trwałe zapisały się w pamięci fanów oraz ukształtowały kanon gatunku. Wkładu Carla w budowanie uniwersum disneyowskich komiksów nie sposób porównać z żadnym innym twórcą. Wzbogacił kaczą rzeczywistość o imponującą liczbę nowych bohaterów, między innymi Wujka Sknerusa, Diodaka oraz Braci Be. Jego nowatorskim pomysłem było ulokowanie kaczorów w wymyślonym mieście, Kaczogrodzie, w którego wykreowanie włożył wiele pracy. Porównać to można do mozołu i wyobraźni Tolkiena przy tworzeniu uniwersum Śródziemia. Tego rodzaju prekursorem był Carl Barks na wielu polach swojej twórczości. Nie sposób zatem nazwać go tylko rysownikiem bądź scenarzystą. Barks był artystą w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Swoim dziełom oddawał całą swoją wiedzę, wyobraźnię, natchniony potrzebą przekazania wartości, w które wierzył. Zapewne w takim podejściu do tworzonych historyjek tkwi sekret ich niezwykłej popularności. Dydaktyczne skłonności twórcy sprawiły, że Will Eisner, legendarny innowator amerykańskiego komiksu, nazwał Barksa Hansem Christianem Andersenem komiksów.

Carl Barks urodził się 27 marca 1901r. w niezbyt zamożnej rodzinie oregońskich farmerów. Już we wczesnym dzieciństwie wykazywał zainteresowanie sztuką oraz rodzącą się wówczas formą komiksową. W wieku sześciu lat, po raz pierwszy zetknął się ze światem komiksu, gdy poznał paski Little Nemo autorstwa Winsora McCay’a publikowane w gazetach. Później, gdy rodzina Barksów mieszkała w Santa Rosa, zapoznał w sąsiedztwie pewnego utalentowanego chłopca, który umiał rysować karykatury znanych osób takich jak Theodore Roosevelt czy Woodrow Wilson. Oglądałem je, obserwowałem, jak się je tworzy i pomyślałem sobie, że najwspanialszą rzeczą pod słońcem byłoby móc rysować jak ten chłopak – wspomina artysta. Kolega-karykaturzysta zainspirował Carla do rozpoczęcia własnej przygody z rysunkiem. W 1916 młodemu Barksowi udało się zapisać na korespondencyjny kurs, lecz po kilku lekcjach musiał z niego zrezygnować z powodu braku dalszych funduszy na kontynuację nauki. Ciągle jednak śledził nowe serie pasków komiksowych, które ukazywały się w gazetach. Od czasu do czasu pojawiał się w redakcjach różnych czasopism ze swoim portfolio, chcąc zrealizować swoje marzenie i podjąć karierę rysownika. Pechowo dla jego aspiracji, większość tytułów miała już swoich własnych artystów i nie potrzebowała niedoświadczonych w profesji młodzieńców.

Młody Barks wcześnie został zmuszony przez los do samodzielnego zmierzenia się z trudami walki o byt. Edukację zakończył na poziomie szkoły podstawowej. Kłopoty rodzinne, znaczna odległość miejsca zamieszkania od siedziby szkoły wyższego poziomu, wreszcie problemy ze słuchem – spowodowały rezygnację z dalszego kształcenia. Bolesnym przeżyciem, z którym przyszło mu się wówczas zmierzyć była śmierć matki. Wkrótce po tej tragedii, rodzina popadła w poważne kłopoty finansowe. Ojciec twórcy nie był w stanie z dochodów gospodarstwa utrzymać siebie i dwóch synów. Okoliczności te zmusiły nastoletniego Carla do poszukania zajęcia zapewniającego mu samodzielność. Pracował jako pomocnik farmera, drwal, kowboj, tokarz, drukarz, ale żadna z tych profesji nie spełniała jego oczekiwań i aspiracji. W poszukiwaniu lepszych perspektyw wyruszył do San Francisco. Znalazł się w wielkim mieście z sumą zaledwie stu dolarów w kieszeni. Niefortunnie, w tym samym czasie wielu żołnierzy wracało z frontów I Wojny Światowej, co sprawiało, że o każdą posadę było niezmiernie trudno. Carl znalazł tymczasowe zatrudnienie jago goniec dopiero po miesiącu poszukiwań. Zanim naprawdę usamodzielnił się i ustabilizował swoją pozycję życiową minęło kilka lat.

W 1923 roku ożenił się z Pearle Turner. Para miała później dwie córki, Peggy i Dorothy. Pięć lat po ślubie Carl zaczał sprzedawać rysunkowe gagi do magazynu humorystycznego Calgary Eye-Opener w Minneapolis. Niestety, nie był w stanie pogodzić ambicji zawodowych z życiem prywatnym, co doprowadziło do separacji z Pearle i w konsekwencji do rozwodu. Rok później został etatowym pracownikiem Eye-Opener i przeprowadził się do Minneapolis. Pozostał tam aż do 1935. Skutki Wielkiego Kryzysu odbiły się niekorzystnie na kondycji małych czasopism, do których należało Calgary Eye-Opener. Barks, obawiając się o własną pozycję w wydawnictwie, wysłał swoje próbne prace do wytwórni Disneya, która poszukiwała wówczas nowych talentów.

Oferta artysty została zaakceptowana i Carl został przyjęty na miesięczny okres próbny, podczas którego umiejętności rysowników były poddawane rozmaitym próbom. Na pełne etaty przechodzili tylko najlepsi. Barks sprostał tej konkurencji i wkrótce otrzymał stanowisko in-betweenera – animatora klatek przejściowych. Był jednak świadomy, że animacja nie jest jego powołaniem.

Zainteresowanie Carla pracami nad tworzeniem przygód Kaczora Donalda i jego przyjaciół zostały zauważone przez szefostwo wytwórni w 1937. Barksowi od czasu do czasu zdarzało się podrzucać różne pomysły do wydziału komiksowego, a podczas prac nad krótkometrażówką Modern Inventions wymyślił gag z Donaldem i krzesłem fryzjerskim, za który otrzymał od samego Walta Disneya premię w wysokości 50 dolarów. Przeniesiono wówczas Carla do wydziału scenariuszy z zadaniem pracowania nad kolejnymi filmami z Kaczorem. Zajęcie to otwierało drogę do kariery reżyserskiej, ale Barks nie miał ku temu koniecznych predyspozycji. Koledzy po fachu zauważali, że zbyt krótko pracował w animacji, by móc wyobrazić sobie poruszające się, następujące po sobie obrazki jako scalone scenariusze. Sam Barks odczuwał znużenie pracą przy długich gagach typowych dla animacji. Rozumiał własne ograniczenia, spełnienie swojego talentu widział w tworzeniu pełnych fabuł komiksowych historyjek.

W 1942 roku Carl Barks zrezygnował z pracy w wytwórni Disneya. Powód tej decyzji był złożony. Przyczyniło się do tego przestawienie się firmy na produkcję niemal wyłącznie kreskówek propagandowych. Prawdopodobnie nie odpowiadało to aspiracjom artysty. Zaważył także czynnik zdrowotny. Barks obawiał się inwalidztwa, bowiem klimatyzacja w nowych budynkach wytwórni Disneya fatalnie odbijała się na jego zdrowiu i doprowadziła do bolesnej operacji zatok. Barks zdecydował się odejść ze studia i wraz z Clarą Balken – swoją drugą żoną, założył fermę kurczaków w słonecznym San Jacinto.

Tuż przed opuszczeniem wytwórni, Carl oraz jego współpracownik z wydziału scenariuszy, Jack Hannah, podjęli się narysowania komiksu z Kaczorem Donaldem dla wydawnictwa Western Publishing. Był on adaptacją niezrealizowanej krótkometrażówki Morgan’s Ghost i nosił tytuł Donald Duck Finds Pirate Gold. Western rozpoczynał w tym czasie działalność wydawniczą w dużej skali i poszukując twórców nowych produkcji, zaproponował Barksowi regularne rysowanie przygód komiksowych. Debiutem była dziesięciostronicowa opowiastka z Donaldem i Siostrzeńcami sadzącymi ogród zwycięstwa.

Dziesięciostronicowe przygody z Donaldem są prawdopodobnie najbardziej zananymi w Polsce produkcjami Barksa, były bowiem publikowane regularnie w Kaczorze Donaldzie w latach dziewięćdziesiątych.

Te krótkie, komiczne historyjki szybko zaczęły ewoluować w rozbudowane opowieści o dydaktycznym charakterze. Komiksy mógł czytać i zrozumieć każdy, mimo że Barks nigdy nie pisał historyjek pod określoną grupę wiekową. Opierał się jedynie na własnej intuicji i doświadczeniu.

W życiu prywatnym Barks doświadczył bolesnego kryzysu małżeńskiego z powodu niezgodności charakterów i upodobań żony do alkoholu. Po rozwodzie z Balken, opuścił San Jacinto i przez pewien okres czasu mieszkał i pracował w przypadkowych motelach. Sytuacja ta uległa zmianie, po spotkaniu Margaret Garé Williams, pejzażystki. Garé poznała Barksa na początku jego kariery komiksowej, kiedy szukała pracy po ukończeniu szkoły artystycznej i pragnęła zostać asystentką rysownika – wtedy Carl odrzucił jej propozycję. Teraz jednak potrzebował osoby, która rozumie i podziela jego pasję. Dawna znajoma zaczęła pomagać mu przy komiksach – zajmowała się najbardziej męczącymi Barksa częściami rysunku, takimi jak wypełnianie dużych przestrzeni czernią, wpisywanie tekstów w dymki, a niekiedy i poprawianie tuszem większych kadrów zawierających dużą ilość szczegółowych elementów. Ich współpraca przerodziła się w uczucie. Para pobrała się w 1954 roku.

Współcześnie każdy komiks sygnowany jest nazwiskiem autora rysunków i scenariusza. W początkach sztuki komiksowej świadomie unikano takiej praktyki. Dzieci, główni odbiorcy, były  przekonane, że to Walt Disney poświęca swój czas na rysowanie wszystkich drukowanych historyjek. Taka polityka marketingowa firmy powodowała, że Barks i inni twórcy byli nieznani szerokim rzeszom czytelników komiksów. Było jednak nieuniknione, że nazwisko Carla w końcu ujrzy światło dzienne. Stało się to w 1957, kiedy zapalony kolekcjoner Malcolm Willits otrzymał odpowiedź z wydziału komiksowego wytwórni Disneya na zapytanie „Kim jest Duckman?!”. Duckman to pseudonim Barksa nadany mu przez fanów, gdy jego nazwisko było nieznane. Działalność miłośników komiksu disneyowskiego znajdowała wówczas w fazie organizowania się i miała zbyt małe znaczenie, aby wymóc na wydawnictwie odrzucenie praktyki anonimowości twórców. Willits spotkał się z małżeństwem Barksów dopiero w 1961, wcześniej nawiązując znajomość z artystą drogą listowną. Rok później ukazał się pierwszy fanowski wywiad z Carlem.

W wieku sześćdziesięciu pięciu lat twórca przeszedł na zasłużoną emeryturę. Nie opuścił  jednak  bohaterów swoich komiksów. Na przełomie lat 60-tych i 70-tych stworzył kilkanaście scenariuszy z ich udziałem. Z tego okresu najbardziej znane są historyjki z Młodymi Skautami (zastępem harcerskim, do którego należą siostrzeńcy Kaczora Donalda, będącym oczywiście pomysłem Barksa) dla nowego czasopisma Western Publishing. W ciągu ostatnich dwudziestu lat, ceniony przez Carla rysownik pochodzenia holenderskiego, Daan Jippes, podjął się zadania przerysowania wszystkich komiksów stworzonych przez Barksa na emeryturze, ściśle trzymając się storyboardów mistrza.

Zajęciem, które pochłaniało najwięcej czasu Carla w pierwszych latach emerytury było malowanie. Garé ciągle tworzyła pejzaże i być może to zainspirowało artystę do przyjęcia propozycji jednego z fanów, aby rozpocząć malowanie kaczorów Disneya. Wymagało to uzyskania pozwolenia wytwórni, które artysta zdobył. Obrazy malowane przez Barksa szybko stały się przedmiotem pożądania miłośników jego twórczości. Lista zamówień na obrazy przekraczała ilość 150 nazwisk. Wielu fanów niecierpliwiło się, w oczekiwaniu na działa malarskie artysty i nie chciało respektować kolejki. Wykorzystali to… fałszerze! Zaczęli oferować falsyfikaty na aukcjach, co doprowadziło do odebrania Barksowi licencji. Na początku lat osiemdziesiątych, pojedyncze obrazy na aukcjach zaczęły osiągać wartość przekraczającą pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Carl pozbawiony licencji Disneya, nie potrafił tak po prostu zrezygnować z ulubionego tematu, malował więc kaczki niedisneyowskie.

W 1978 roku, na amerykańskim rynku pojawiło się pierwsze wydanie prac Barksa w twardej okładce, na dużym formacie, wraz z nazwiskiem i słowem wstępu samego mistrza. Był to album Donald Duck wydany w serii Best Comics. Wydanie miało wiele wad – przede wszystkim, historyjki zostały brutalnie przemontowane do formatu sześciu rzędów na stronę, niekiedy przycinając oryginalne kadry. Carl napisał przedmowy do dwóch kolejnych tomów kolekcji. Trzy lata później nastąpił wysyp wydań kolekcjonerskich z komiksami Carla. Pierwsze to Uncle Scrooge McDuck: His Life and Times, wydane przez Gary’ego Kurtza, producenta Gwiezdnych Wojen, pod redakcją Edwarda Summera. W twardej oprawie, z kilkoma artykułami, nową historyjką (zilustrowaną tylko kilkoma akwarelami) oraz oczywiście – z najlepszymi przygodami Wujka Sknerusa, pokolorowanymi pod nadzorem samego Barksa. Do każdego z 5000 egzemplarzy dołączona była litografia nowego obrazu Wanderers of Wonderlands. Wydanie doczekało się recenzji w magazynach Time i Newsweek. W 1984 roku kolekcjoner Bruce Hamilton zdobył licencję na publikację komiksów Disneya w Ameryce Północnej i cykl wydawniczy rozpoczął kompletną kolekcją komiksów Barksa w oryginale (tj. bez kolorów) – Carl Barks Library.

Ostatnia dekada życia Carla Barksa obfituje w wiele przykrych zdarzeń i komplikacji. W roku 1993 zmarła Garé. Osamotnionego artystę wykorzystała para menedżerów – Bill Grandey i Kathy Morby. Założyli oni Carl Barks Studio i stosowną umową z twórcą zapewnili sobie wyłączność na reprezentowanie jego dzieł. Ograniczyli dostęp do Carla jego rzeczywistych fanów. Nie dopuścili twórcy komiksów, wielkiego miłośnika twórczości Barksa, Dona Rosy do spotkania swojego idola. Epizod ten zakończył się nieprzyjemnym procesem sądowym. W tym okresie powstały także kolejne dziesiątki obrazów i rysunków oraz dwa zupełnie nowe komiksy Horsing Around with the History (pol. Tyle waży koń trojański – Kaczor Donald 35-36/2010), narysowany przez Williama Van Horna, a napisany przez Barksa, a także Somewhere in Nowhere, napisany z pomysłu Barksa przez Johna Lustiga, zilustrowany przez Patricka Blocka. W 1994, podczas obchodów 60 urodzin Kaczora Donalda Barks zdobył swój pierwszy paszport i wraz z menedżerami pierwszy raz udał się za granicę. W ciągu sześciu tygodni odwiedził jedenaście państw – w tym Polskę z uhonorowaniem warszawskiej redakcji Kaczora Donalda.

Bariery, które nałożono na artystę, udało się zlikwidować w 1998 w nieprzyjemnych okolicznościach, na sali sądowej. Od tej pory Carl w warunkach wolności mógł zażywać wypoczynku na emeryturze. Nie trwało to długo – w wieku 98 lat u Duckmana zdiagnozowano białaczkę i zalecono chemioterapię. W czerwcu 2000 roku Barks podjął decyzję o zaprzestaniu pobierania leków podtrzymujących życie. Zmarł 25 sierpnia, we śnie, w swoim domu w Grant Pass.

W spadku – pozostawił cały Kaczogród wraz z jego mieszkańcami – wszystkim artystom disneyowskim i oczywiście nam, czytelnikom jego wspaniałych opowieści.



Jeden komentarz

  1. […] Oglądałem je, obserwowałem, jak się je tworzy i pomyślałem sobie, że najwspanialszą rzeczą pod słońcem byłoby móc rysować jak ten chłopak. – ten chłopak, to znajomy Barksa z dzieciństwa […]